f
Newsy
Podsumowanie "Trójkolorowej Niedzieli"
2013-10-08 15:34:00
Zapraszamy wszystkich fanów Górniczego Klubu Sportowego do lektury naszego podsumowania niedzielnych zmagań sportowców GKS. O ile na boisku i tafli nie wyglądało to najlepiej, o tyle na trybunach, możemy powiedzieć śmiało, daliśmy radę.

1. Liga, GKS Tychy - GKS Bełchatów

Mecz ze spadkowiczem z T-Mobile Ekstraklasy, a zarazem obecnym liderem ligowej tabeli, miał być pierwszym sprawdzianem "Trójkolorowych" pod wodzą nowego szkoleniowca - Jana Żurka.

Na to spotkanie do Jaworzna wybiera się nabity do ostatniego miejsca autobus oraz kilkadziesiąt samochodów. Warto nadmienić, że licznie na swoich zbiórkach stawili się fani w Bieruniu Starym i Nowym. Ostatecznie nasza liczba oscylowała w granicach około 300 osób. Do Jaworzna dociera także grupa około 60 kibiców z Bełchatowa, którą wpuszczamy na nasze sektory - w końcu każdy z nas dobrze wie, dla kogo przede wszystkim jest piłka nożna.

Piłkarze spotkanie zaczęli w dość dobrym stylu, widać było dużo mobilizację w szeregach, częste pokrzykiwania i walka jeden za drugiego na każdym metrze kwadratowym boiska - tak można podsumować całą pierwszą połowę w wykonaniu Tyszan.

Warto nadmienić, że w wyjściowym składzie GKS debiutował młody wychowanek Akademii Piłki Nożnej GKS, Mateusz Grzybek, który mógł zaliczyć wymarzone "wejście smoka", bowiem w 12. minucie gry po jego podaniu na czystą pozycję wyszedł Dzięgielewski, jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem górą był golkiper "Torfiorzy".

Kolejną okazję do zdobycia bramki miał Patryk Czarnota, jednak jego strzał z rzutu wolnego także padł łupem bramkarza gości. W odwecie piłkarze z Bełchatowa przeprowadzili akcję, a w głównych rolach wystąpił nie kto inny jak duet braci Mak. Tym razem refleksem popisał się jednak Misztal, tak samo jak w ostatniej akcji pierwszej części gry, kiedy to pokonać próbował go Rachwał. Do przerwy wynik 0:0 i trzeba przyznać, że gdybyśmy nie znali układu sił w tabeli to raczej nikt z nas nie powiedziałby, że oglądaliśmy mecz lidera z "czerwoną latarnią". Trzeba jednak przyznać, że minimalną przewagę w tej części gry miał zespół trenera Kieresia.

Niestety po przerwie znowu byliśmy świadkami "syndromu II połowy" w wykonaniu naszych piłkarzy, choć na początku nic tego nie zapowiadało. Oba zespoły w drugie 45. minut meczu weszły spokojnie. Swoje okazje mieli goście - tyskiej bramce starał się zagrozić Mateusz Mak, jednak jego strzał minimalnie minął słupek bramki Misztala, w odpowiedzi strzelał Adrian Chomiuk, jednak także i on nie zdołał trafić celnie.

Mecz toczył się już prawie godzinę, a na tablicy wyników nadal widniał bezbramkowy remis. Dokładnie w 59. minucie rozpoczął się koszmar Tyszan, którzy w krótkim odstępie czasu dali sobie strzelić dwie bramki. Najpierw, w wspomnianej 59. minucie, do bramki Misztala trafił Wacławczyk. Mamy jednak wrażenie, że w tej sytuacji bramkarz "Trójkolorowych" mógł zachować się lepiej. Drugi cios GKS Bełchatów zadał pięć minut później, kiedy to kapitalną akcję przeprowadził Michał Mak, minął obrońców jak tyczki i zaprezentował tyskim napastnikom jak powinno się wykorzystywać sytuację sam na sam z bramkarzem.

Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Paweł Smółka wlał jeszcze nadzieje w serca zgromadzonych w Jaworznie kibiców GKS. Po dokładnym dośrodkowaniu Chomiuka grający z "9" napastnik bez większych problemów skierował piłkę do siatki gości, jednak była to jedyna odpowiedź, na którą było stać "Trójkolorowych" tego dnia. Mimo walki i chęci wyrównania, to do gości należało ostatnie słowo.

W 85. minucie rezultat meczu ustalił nie kto inny jak Michał Mak, który wykorzystał podanie Prokićia i ustalił tym samym wynik meczu na 3:1.

Mimo kolejnej porażki mecz z liderem dał nam kilka powodów do optymizmu. Oby ten optymizm w końcu zamienił się w punkty, bo czas zaczyna grać na naszą niekorzyść. Za tydzień w meczu z Wisłą Płock obowiązkowo musimy sięgnąć po pełną pulę!

Na trybunach

Jak już wcześniej pisaliśmy na to spotkanie do Jaworzna wybrało się ponad 300 fanatyków GKS, którzy od początku spotkania ruszyli z konkretnym dopingiem. Tradycyjnie już pokazujemy jaki potencjał ma jedna z naszych nowych przyśpiewek, czyli "W mieście gdzie najlepsze piwo jest". Reszta naszego repertuaru także na wysokim poziomie. Musimy jednak przyznać, że obecność kibiców przyjezdnych, nawet w niedużej ilości, jest dodatkowym bodźcem mobilizującym do głośnego śpiewu.

Skoro jesteśmy przy przyjezdnych... tak jak wspomnieliśmy na początku do Jaworzna dociera grupa około 60 kibiców, która wchodzi na nasze sektory, dokładnie sektor "6" (na łuku). Doping prowadzony od czasu do czasu, ale dość dobry w stosunku do liczby śpiewających, zwłaszcza po strzelonych bramkach.

A my dalej swoje. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu podobna do tego, co widzieliśmy na boisku, czyli na czwórkę z plusem.

Na początku drugiej połowy po raz kolejny trójkolorowo zrobiło się na Stadionie Miejskim w Jaworznie za sprawą naszych Ultrasów, którzy ponownie stanęli na wysokości zadania. Przygotowana przez nich oprawa składała się z transparentu "GKS TYCHY" na wzór jednej z naszych starych flag oraz pasów w barwach klubu i napisu "Ultras".





Podczas prezentacji oprawy zaczynamy śpiewać "W mieście gdzie najlepsze piwo jest" i przyśpiewkę tą ciągniemy jeszcze długo po pokazie, cały czas na bardzo przyzwoitym poziomie.



Mimo strat kolejnych bramek doping z naszej strony praktycznie bez przerwy i stale na odpowiednim poziomie decybeli. Po meczu dziękujemy piłkarzom za grę standardom "lokomotywom" i wspólnym "Był, Będzie, Jest", doceniamy walkę i przypominamy, że bez względu na wynik cały czas mogą liczyć na nasze wsparcie. Nie zapominamy jednak o tym, że wymagamy walki i zaangażowania w kolejnych meczach, co dajemy do zrozumienia odpowiednią przyśpiewką.

Polska Hokej Liga, GKS Tychy - Ciarko PBS Bank Sanok

Relację przygotowała Klaudia

Mecz w Katowicach miał być dla GKS-u Tychy tylko "wypadkiem przy pracy". W niedzielę tyszanie chcieli wykorzystać atut swojego lodu i zgarnąć ważne trzy punkty. Los jednak stanął po stronie Ciarko PBS Bank KH Sanok.

I Tercja

Tyszanie od pierwszych chwil mieli okazję atakować sanocką bramkę. Próbował Bagiński, a chwilę po nim Guzik razem z Witeckim.
Mimo, że młodzi napastnicy dobrze rozegrali krążek, w krótkim czasie przejął go Wojciech Milan i mocnym strzałem posłał gumę do Zigardy'iego. Nie minęła chwila gdy Woźnica trafił prosto w rękawice Murraya. Przed kolejną szansą stanęli kapitan gospodarzy z Havlikiem, jednak dobrej akcji nie zakończyli strzałem.
Tyszanie kontrolowali sytuację na lodzie i już w 5 minucie świetne umiejętności pokazali Guzik z Witeckim, omijając sanocką obronę i stając przed bramką gości. Jednak mimo mocnego strzału wynik pozostawał bez zmian. Wkrótce przyjezdni zaczęli zyskiwać pewność siebie i dwukrotnie na prowadzenie próbowali wyjść Terminesi i Mermer. W 7 minucie golkiper miejscowych musiał wykazać sie dobrą obroną strzału Sinagla.

20 sekund później arbiter odgwizdał pierwszą karę w tym meczu. Na 2 minuty zjechał kapitan drużyny z Sanoka Martin Richter. Mimo przewagi GKS stracił krążek, który przejął Maciej Mermer. Chociaż hokeista był w sytuacji sam na sam, Stefan Zigardy popisał się świetnym refleksem.
W 8 minucie karą mniejszą za zahaczanie został ukarany Maciej Sulka. Chwilę pózniej kolejne 2 minuty otrzymał Samson Mahbod. Tyszanie znowu uzyskali przewagę. Próbowali ją wykorzystać Mojzis i Bagiński jednak bezskutecznie. 6 minut przed końcem I tercji sytuację sam na sam zmarnował Michał Woźnica.
Niewykorzystane szanse zemściły się na miejscowych i na prowadzenie wyszła drużyna z Sanoka. Pierwszą bramkę dla Ciarko PBS Bank KH Sanok zdobył Bartłomiej Pociecha, który wykorzystał dobre podanie Mahboda. Golkiper gospodarzy był bez szans. 2 minuty potem do boksu kar musiał zjechać Rzeszutko za przytrzymywanie. Sanoczanie długo nie zwlekali ze zdobyciem 2 gola. Justin Chwedoruk umiejętnie posłał gumę do siatki przeciwnika. Tym samym I tercja zakończyła się 0-2 dla Sanoka.

II Tercja

Po dwóch minutach trwania kolejnej tercji dobrą akcję wyprowadziła ekipa z Tychów. Baranyk podał krążek Jarosławowi Rzeszutce jednak ten trafił w poprzeczkę.
Kilka minut później tyszanie stracili gumę na rzecz Justina Chwedoruka - na szczęście dla miejscowych Zigardy znowu pokazał świetną postawę i obronił mocny strzał. Mimo kolejnej dobrej interwencji golkipera gospodarze nie potrafili utrzymać się przy krążku. W 25 minucie jednak, idealną okazję do zdobycia kontaktowego gola miał Jakub Witecki. Po akcji sam na sam oddał pewny strzał na bramkę Johna Murraya. Bramkarz ten zaskoczył wszystkich broniąc także to trafienie . Przy tej sytuacji przeszkadzał Bogusław Rąpała, wiec otrzymał 2 minuty kary.

Wydawać by się mogło, że kryzysowy moment, w jakim znaleźli się miejscowi, sprawi, że ich gra się polepszy, lecz było coraz gorzej. Kolejna przewaga nie przyniosła efektów. Wręcz przeciwnie wyglądała postawa sanoczan, którzy atakowali tyską bramkę. Po długim podaniu Pociechy, Marek Strzyżowski posłał krążek w prawy górny róg. Na tablicy wyników pojawiło się 0-3 dla Sanoka. W 30 minucie kolejną świetną, indywidualną okazję miał Jarosław Rzeszutko, ale zawahał się ze strzałem co pomogło bramkarzowi przewidzieć lot gumy. Blisko zdobycia pierwszego gola dla GKS-u byli jeszcze Sokół, Bagiński i Baranyk, ale nic nie przynosiło pożądanych efektów. Ostatnie przewinienie w II Tercji zaliczył Kloz. Pomimo tego wynik pozostał bez zmian.

III Tercja

Wystarczyły tylko 2 minuty trzeciej tercji by przyjezdni podwyższyli wynik na 0-4. Strzelcem został Bogusław Rąpała. Jednak w 3 minucie to Sanok popełnił fatalny błąd w obronie i pozostawił miejsce do strzału tyszanom. Lecz nawet przy tak prostej akcji miejscowym nie udało się zdobyć bramki. Zaraz po tym zdarzeniu napięcia nie wytrzymali Baranyk z Kosteckim, ale ich konflikt szybko został zażegnany. Kolejna poważniejsza bójka stoczyła się między słynnym "Bagisiem" i Richterem. Hokeiści zostali ukarani karami mniejszymi za ostrość w grze, tyski napastnik dodatkowo dostał 10 minut za niesportowe zachowanie. Do boksu kar zjechał więc również Kacper Guzik by odbyć karę 2 minut za kolegę. Niewiele czasu było potrzeba żeby na ławkę kar zjechał także Kloz. Odzyskana przewaga przez Tyszan nie zmieniła przebiegu spotkania. Paranoicznie wyczyny doświadczonych hokeistów reprezentujących GKS Tychy coraz bardziej zadziwiały widownię. Sanoczanie trochę zwolnili tempo widząc, że miejscowi nie umieją dopełnić żadnej akcji.

Gospodarze zamiast wystrzegać się niepotrzebnych przewinień otrzymali 2 minuty za nadmierną ilość graczy na lodzie. Gościom nie trzeba było powtarzać, że grają w przewadze - szybko ją wykorzystali i przypieczętowali swoje zwycięstwo piątym golem. Po nałożeniu zamka na tyskich zawodników mocny strzał w światło bramki posłał Jeff Terminesi. Na parę minut przed końcem żałosnego dla GKS meczu kombinował jeszcze Kotlorz, także bezskutecznie. Wysoką porażką drużyny ze Śląska zwieńczyły 2 minuty dla Bagińskiego.
W niedzielny wieczór jedna z lepszych drużyn PHL zaliczyła mecz, o którym każdy kibic i zawodnik z Tychów będzie chciał szybko zapomnieć.

Najlepszymi zawodnikami zostali: Ladislav Havlik oraz bohater sanoczan John Murray.

Trudno powiedzieć co się złożyło na nasze dwie ostatnie porażki. Taki jest sport: raz się wygrywa, raz się przegrywa. W tabeli niestety nie pokazujemy najwyższej formy, jednak w lidze czeka nas jeszcze kilkadziesiąt meczy. Na pewno bolą niewykorzystane przewagi, jednak odkąd jestem w GKS wiem, że od lat są one niedopracowane. Dzisiaj zawiodło niemal wszystko; atak, obrona i przede wszystkim skuteczność. Jednak jesteśmy gotowi na mecz w Jastrzębiu, dzisiejsze spotkanie tego nie zmieniło. Dużym wyzwaniem w całym sezonie będzie też grać na trzy formacje, ale przygotowani jesteśmy bardzo dobrze, więc powinniśmy dać radę. - Powiedział po meczu napastnik GKS Tychy Jakub Witecki.

Widzów: 1600
input.com.pl StrefaFilmowa.net.pl Sklep ADRENALINA Kancelaria Rachunkowa
WWW.TYSKIFAN.PL Copyright © 2008 - 2011 Proudly powered by input.CMS / djh&steinerpl edition